Szukasz małego, cichego i spokojnego miejsca w Hiszpanii? Takie właśnie jest miasteczko Noja. To idealne miejsce dla osób ceniących sobie spokój i nie lubiących tłoków, które można spotkać w największych kurortach turystycznych. Hiszpania posiada wiele takich ciekawych i spokojnych miejsc jak Noja ale nie są one jeszcze odkryte przez wielu ludzi. Możesz tam nauczyć się języka hiszpańskiego, świadomego snu czy surfingu. Jeśli potrzebujesz się wyciszyć i odpocząć od problemów dnia codziennego, jestem przekonany, że tam wypoczniesz w 100% i naładujesz akumulatory.
Wiele banków przygotowało dla nowych klientów atrakcyjniejsze warunki kredytów w koncie. Teraz zakładając konto z kredytem odnawialnym możemy liczyć na brak opłat oraz obniżone oprocentowanie przez pierwsze kilka miesięcy. Jeśli tylko potrzebujesz takiego kredytu to warto otworzyć sobie konto z kredytem aby skorzystać z niższego oprocentowania. Pieniądze możesz mieć do dyspozycji zaraz po otwarciu konta co w praktyce oznacza, że jeśli założysz konto jeszcze dzisiaj to już dzisiaj będziesz mógł z tych pieniędzy skorzystać. Oczywiście dotyczy to otwierania konta w placówce, w przypadku wniosku internetowego na pełną aktywację konta od momentu złożenia wniosku będziesz musiał zaczekać ok. tygodnia. To szybki kredyt a do tego jeśli nie będziesz wnioskował o wysoki kredyt to możesz go dostać bez żadnych zaświadczeń. Oczywiście to nie taki sam kredyt bez zaświadczeń jak te, których reklamy widzisz w różnych prywatnych firmach finansowych. Te są bardzo drogie a szybki kredyt w koncie bez zaświadczeń ma oprocentowanie na poziomie 15% rocznie, natomiast jeśli trafisz aktualnie na jakąś promocję możesz liczyć na oprocentowanie nawet 10%.
Zbyt mała świadomość tego, że każdy z nas jest artystą, który jest w stanie ukształtować swoje życie tak, jak tego pragnie, sprawia, że ludzie są nieszczęśliwi.
Umysł każdego człowieka jest niesamowity, praca nad nim nie jest prosta, ale zapewniam, że każda chwila wysiłku jest warta efektów, jakie się pojawią. W każdym człowieku tkwią moce, które, zależnie od sposobu jego myślenia, będą tworzyć bądź burzyć świat, który go otacza. Staraj się wystrzegać negatywnego myślenia o niedostatku, problemach, chorobie, bo takie myślenie powoduje, że dostajesz tego jeszcze więcej, a przecież tego właśnie nie chcesz, prawda?
Kluczem do dobrobytu i dostatku w każdej dziedzinie jest nauczenie się myśleć odpowiednio – a znaczy to, że musisz nauczyć się utrzymywać w swoim umyśle pozytywne myśli i obrazy. Musisz nauczyć się zastępować negatywne myśli pozytywnymi. Wyrób w sobie nawyk pozytywnego myślenia, bądź przekonany o tym, że wszystko, czego sobie zażyczysz, spełni się i pracuj wytrwale, aby zdobyć to, czego pragniesz.
Siła pozytywnych myśli ma w sobie niesamowitą moc. Twoje myśli determinują Twoje nastawienie do wielu spraw.
Łatwo jest widzieć we wszystkim problem, ale czy koncentrując się na negatywnych rzeczach, czujesz się szczęśliwszy?
Nie trać czasu na negatywne myślenie. Naucz się myśleć pozytywnie, a Twoje życie stanie się wspaniałe.
Myśli ludzi mają tendencję do materializowania się w realnym świecie. Choć w pierwszej chwili wydaje się to niemożliwe, prawda jest taka, że nasz świat zewnętrzny jest lustrzanym odbiciem naszego świata wewnętrznego. Każda myśl to przyczyna, która powoduje określone skutki w bliższej bądź dalszej przyszłości. Myśli pozytywne, subtelne, szczęśliwe i radosne sprawiają, że wszystko, co nas otacza, staje się światem, który mamy w sobie. Zauważyć można, że materia,
która nas otacza, zaczyna przybierać formę, jaką nadają jej nasze myśli. Twój zewnętrzny świat zawsze będzie odzwierciedleniem Twoich wewnętrznych przekonań i myśli.
Myśli oddziałują bezpośrednio na Twoje nastawienie.
Jeśli będziesz otaczał się pozytywnymi myślami, również pozytywne zacznie być Twoje nastawienie. Możesz myśleć: „jak mi się nie chce, ale to okropny dzień, nie układa mi się, nie mam pieniędzy” – ale jak wtedy wyglądałoby Twoje nastawienie?
Możesz również myśleć: „ale dziś jest piękny dzień, jestem szczęśliwy, układa mi się wspaniale, mam wszystko, czego pragnę” – zobacz, ile energii jest w tych słowach.
Możesz zadać pytanie: „ale jak mam mówić, że mam wszystko pod dostatkiem, skoro ciągle brakuje mi pieniędzy?” – ale widzisz, jeśli zewnętrzny świat, który Cię otacza, jest odzwierciedleniem świata wewnętrznego, czyli myśli, które znajdują się w Twoim umyśle, to konieczne jest, abyś teraz, już dziś, przestawił się na dobrobyt.
Jeśli pragniesz zmienić swoje życie, musisz zmienić swoje myślenie. Jeśli Twoje wnętrze zacznie się zmieniać, zmiany auważysz również w świecie, który Ciebie otacza.
Jeśli czegoś chcesz, musisz ukierunkować na to swoje myśli. W swojej książce, Odwieczne Prawa Życia, powiedziałam, że:
Twoje przekonania i myśli są i będą najważniejszym czynnikiem Twojego sukcesu bądź porażki.
To Ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie, masz w sobie moc potrzebną Ci do tego, aby spełnić i mieć wszystko to, czego pragniesz. Twoim narzędziem jest Twój umysł i Twoje myśli, to one tworzą Twoją rzeczywistość. Strzeż się jednak, jeśli nie kontrolujesz swoich myśli.
Niekontrolowane myśli dają niekontrolowane skutki, jakie niosą za sobą błędy myślowe. Jeśli chcesz być bogaty i niezależny finansowo, a ciągle myślisz, że nie masz pieniędzy, na nic Cię nie stać i jesteś biedny, to Twoja przyszłość będzie właśnie taka, jak o niej myślisz.
Przyszłość w jakimś momencie zawsze staje się naszą rzeczywistością. To, co zasiejesz dziś, zbierzesz jutro. Zastanów się więc, co zbierzesz jutro, jeśli dziś zasiejesz chwasty. Nie jest możliwe, abyś zebrał kwiaty ani inne cuda.
Dlaczego więc tak wiele ludzi dziwi się, że nie mogą się wzbogacić, skoro w ich umyśle przez większość czasu występują myśli negatywne, biedne i smutne?
Jakim cudem chcą zebrać kwiaty, skoro zasiewają chwasty? Nie wiem… ale wszyscy powinniśmy się nad tym szczerze zastanowić i zmienić to, co nie pasuje do tego, co chcielibyśmy mieć.
Powyższy tekst to fragment ebooka Weź się w garść!
Znając swoje cele, czas, abyś spisał je na papierze. Skorzystaj ze swojego zeszytu A4. Pojedynczą kartkę przeznacz na pojedynczą dziedzinę życia.
• Zdrowie
• Kariera zawodowa
• Rodzina
• Doskonalenie siebie
• Finanse
W uporządkowanym świecie łatwiej o kontrolę.
Jeżeli zapiszesz swoje pragnienia, będą one miały większą szansę na realizację, niż gdyby były niezapisane. Pamiętaj, że plany, które są wyłącznie w Twojej głowie, w natłoku codziennych obowiązków mogą się zawieruszyć i możesz sobie o nich przypomnieć dopiero za kilka miesięcy, a nawet lat! Dlatego tak ważne jest, abyś usiadł, skoncentrował się i zaczął zapisywać wszystkie pragnienia, jakie chciałbyś spełnić w swoim życiu!
Miej wysokie wymagania od życia. Jeśli będziesz oczekiwać mało, to i mało dostaniesz.
Uruchom wyobraźnię! Poczuj się tak, jakbyś mógł mieć wszystko, co chcesz, kompletnie bez żadnych ograniczeń! Gdzie chciałbyś pojechać? Co chciałbyś mieć?
Ludzie sukcesu mierzą wysoko! Chcesz być człowiekiem sukcesu? Również zacznij mierzyć wysoko! Nawet jeśli Twoje plany na dzień dzisiejszy wydadzą Ci się nierealistyczne. Nie możesz ciągle tkwić w tym samym miejscu. Dlaczego mogąc mieć więcej, masz tego nie chcieć?
Ludziom wydaje się, że nie jest możliwe to, aby spełniły się ich marzenia.
Nie mają w sobie śmiałości, żeby chociaż zacząć czegoś pragnąć, a jeżeli już pomyślą o czymś wspaniałym, to jest to tylko przelotna myśl, która od razu zostaje stłamszona poprzez myśli typu: „nie, to niemożliwe, ja i tak nie będę mógł sobie na to pozwolić.”
Martwią się oni, że nie zdołają osiągnąć tego, co sobie zamierzyli. Zamartwianie się czasem jest tak silne, że blokuje ich całkowicie przed podjęciem jakichkolwiek kroków, uwalniających ich od zmartwień. Zaczynają siedzieć z założonymi rękoma, zapominając, że martwienie się do niczego dobrego nie prowadzi.
Kiedy martwimy się, nasz umysł staje się niespokojny, a niepokój - może doprowadzić człowieka nawet do choroby, nie wspominając o tym, że realizacja naszego pragnienia staje się bardzo odległa. Musisz nauczyć się panować nad swoim umysłem, bo dzięki temu zdobędziesz spokój i radość. Niektórzy ludzie tak bardzo potrafią pogrążyć się w zmartwieniu, że zapominają, że nic to nie daje, a zamartwiając się, marnują swoje życie.
Zamiast martwić się, powinni pomyśleć nad przyczyną swojego smutku, nad problemem, który sprawił, że zaczęli się martwić i skoncentrować całą swoją uwagę nad rozwiązaniem obecnej sytuacji.
Czasem ludzie paradoksalnie boją się dążyć do celu, jaki sobie obrali, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że będą musieli zmienić wiele rzeczy w swoim życiu. Jeśli znajdujemy się w jakiejś sytuacji i czujemy się komfortowo, to często jest tak, że nie chcemy zmieniać tego, ponieważ obawiamy się wszystkiego, co związane ze zmianami. Jednak jeżeli nie zdecydujemy się działać, nic nie osiągniemy. Nie ma innej drogi niż działanie.
Zmiany mogą napawać nas lękiem, bój się, jeśli musisz, ale idź cały czas do przodu.
Działanie i szukanie rozwiązań to jedno, lecz nieodzownym elementem jest również nawyk utrzymywania w swoim umyśle pozytywnych myśli.
Myśl pozytywnie, bo to pomoże Ci nakierować umysł na osiągnięcie upragnionego celu. Nikt nie osiągnie niczego wartościowego pogrążając się w zmartwieniach.
Jeśli starczy Ci odwagi, aby podnieść się i pójść dalej, sposoby na realizację Twoich pragnień na pewno się znajdą. Człowiek przez całe swoje życie ma się doskonalić, a przełamywanie swoich wewnętrznych barier i obaw jest jednym ze sposobów doskonalenia się.
Ludzie, którzy chcą być bogaci, sławni i szczęśliwi, niekoniecznie muszą być bardziej uzdolnieni. Oni po prostu tak bardzo pragną osiągnąć swoje marzenie, że są w stanie przezwyciężyć wszystkie
przeszkody i największy lęk przed nieznanym.
Uwierz w siebie, myśl pozytywnie i pracuj nad zdobyciem tego, czego pragniesz!
Musisz otworzyć swój umysł na sukces i dobrobyt. Myśli o niepowodzeniu nie przyniosą Ci sukcesu, nie ma takiej możliwości. Tylko wzniosłe i optymistyczne myśli są w stanie przyciągnąć do Ciebie takie okoliczności lub takich ludzi, którzy umożliwią Ci spełnienie tego, czego pragniesz.
Zapisuj swoje cele, a pod nimi powody, dlaczego te cele są dla Ciebie ważne. Silne powody dadzą Ci większą siłę do realizacji Twoich pragnień.
Powyższy tekst to fragment ebooka Weź się w garść!
Większość ludzi ma potrzebę zrealizowania w swoim życiu tego, co sobie zamierzyła, jednak rzadko zabierają się oni za realizację celu na płaszczyźnie materialnej. Najprościej jest wymyślić mnóstwo wymówek i żyć tak jak do tej pory, nie zmieniając zupełnie nic.
Łatwo jest powiedzieć sobie: „to jest za trudne, nie próbuję, bo i tak nie dam rady” — ale czy to coś zmieni w Twoim życiu? Wieczne narzekanie na ludzi, na przeciwności, na zły dzień sprawi, że zamiast realizować siebie we własnym życiu, przeżyjesz je, wegetując.
Weź się w garść, czas zmienić swoje życie. Nie robiąc nic, tracisz szanse przeżycia czegoś wspaniałego i wzniosłego.
Pierwszym etapem osiągnięcia celu jest jego wyznaczenie.
Nikt lepiej od Ciebie nie będzie wiedział, czego pragniesz oraz co chcesz osiągnąć. Ludzie myślą, że bez przygotowania żadnego planu będzie się im powodzić w życiu.
Jeśli chcesz zostać człowiekiem sukcesu, musisz wypracować w sobie umiejętność precyzyjnego formułowania Twojego celu.
Ludzie, myśląc o celach w życiu, często popełniają błąd, mówiąc o nich bardzo ogólnikowo. Zazwyczaj mówią: „chciałbym…:
- szczęścia;
- miłości;
- zdrowia;
- pieniędzy.
Tylko w tym właśnie momencie ja się pytam: skąd będziesz wiedział, że to osiągnąłeś? Jaka jest Twoja definicja szczęścia, miłości, zdrowia, pieniędzy?
Pytam o to, bo nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z takiej małej różnicy, że dla jednego człowieka duża ilość pieniędzy to 20 tysięcy rocznie, dla drugiego 50 tysięcy rocznie, a trzeci człowiek dopiero poczuje satysfakcję, jak zarobi 100 tysięcy rocznie!
Szczęście…, a czym ono jest dla Ciebie?
Miłość… o jaką miłość Ci chodzi?
Jakie cechy chciałbyś widzieć u swojego partnera?
Tylko precyzja w określeniu celów pozwoli Ci stać się człowiekiem sukcesu.
Nie możesz dążyć do czegoś, nie wiedząc, co to dokładnie jest.
Wielu ludzi żyje z dnia na dzień i w ogóle nie myślą o swojej przyszłości! Powody, dla których ludzie nie planują swojej przyszłości, mogą być różne. Jedni myślą, że z ich planów i tak nic nie wyjdzie, drudzy boją się porażki, jaka może ich spotkać po drodze.
Jeśli nie masz celów, to co chcesz realizować?
W teorii sprawa wydaje się być niezwykle prosta. W praktyce jednak okazuje się, że większość ludzi niby wie, czego chce, ale nie jest tego pewna.
Zdarza się, że są tak pochłonięci codziennością i gonitwą za czymś, co nazywa się „nic”, że nawet nie zastanawiają się, czego by chcieli!
W jaki sposób chcesz coś więcej w swoim życiu osiągnąć, skoro nawet nie masz pojęcia, co miałoby to być?
Ludziom brakuje śmiałości, aby mieć duże plany dotyczące swoich marzeń. Od wielu lat jesteśmy bombardowani tym, że nie możemy mieć tego, czego chcemy. Żyjąc z dnia na dzień, rzadko mamy czas zastanowić się nawet nad tym, czego tak naprawdę byśmy chcieli.
Czas to jak najszybciej zmienić, bo choć Ty nie zastanawiasz się nad swoim życiem, ono zastanawia się, dlaczego nie robisz nic, aby żyć jeszcze lepiej.
Celem może być wszystko, postaraj się jednak ustalić na początek po jednym celu w każdej dziedzinie swojego życia.
Poznałam jakiś czas temu odwrotną metodę wyznaczania swoich celów. Z powodu tego, że niektórym ludziom ciężko jest określić, co chcieliby w życiu osiągnąć, proponuję następujące rozwiązanie.
Wyobraź sobie, że jesteś już u schyłku swojego życia.
Jako starzec patrzysz w przeszłość i myślisz o tym, co udało Ci się osiągnąć, jakie doświadczenia zdobyłeś, co takiego zrobiłeś, miałeś w swoim życiu, dzięki czemu czujesz się teraz spełniony.
Spróbuj w ten sposób użyć swojej wyobraźni, usiądź wygodnie i pomyśl o swoich planach tak, jakbyś już je przeżył. Możesz być zdziwiony tym, jak wiele opcji wspaniałego życia będziesz w stanie zobaczyć w swoim umyśle.
Powyższy tekst to fragment ebooka Weź się w garść!
Czym jest TRENING?
Trening kulturystyczny bądź fitness polega na doprowadzeniu mięśni do oczekiwanego przez nas stanu. Bardzo ważne jest, aby rozumieć biologiczny rozwój mięśni.
Osoby zainteresowane rozwojem masy mięśniowej muszą zdawać sobie sprawę, że proces ten polega na odbudowywaniu mikrouszkodzeń w tkance mięśniowej, które powstały w wyniku naderwania ich (poprzez duże ciężary) podczas treningu. Wiedząc o tym, iż nasze mięśnie muszą być przeciążane, musimy doprowadzić je w serii do takiego stanu, aby nie mogły wykonać już żadnej pracy. Dopiero kolejne powtórzenia umożliwi im przerwa (najczęściej wynosząca 60-120 sekund).
Nie możemy przeciążyć mięśni w pierwszej serii, gdyż w ostatniej nie mielibyśmy już sił wykonać poprawnie założonej wcześniej ilości powtórzeń. Dlatego całą swoją energię powinniśmy wykorzystać w ostatniej i przedostatniej serii.
Złotą zasadą w pracy nad przyrostami jest łamanie granicy bólu i wytrzymałości. Kiedy nie jesteśmy skupieni, wydawać nam się może, że to, co zrobiliśmy, jest już szczytem naszych możliwości. Jednak wystarczy trochę samozaparcia, aby wykonać jeszcze jedno do dwóch powtórzeń. Te ostatnie, wyciśnięte z ostatnią kroplą potu, są kluczowe w rozwoju masy mięśniowej, wtedy mięsień jest wyczerpany maksymalnie.
Osoby rzeźbiące się nie mają tego problemu, ponieważ w ich treningu liczy się przede wszystkim technika (nie używa się tu dużych ciężarów) oraz dynamika. Ponieważ dla osoby otyłej liczy się redukcja tłuszczu, trening powinien być wyczerpujący i koniecznie zakończony 15-30 minutami ćwiczeń areobowych (jazda na rowerku, bieganie, skakanka etc.).
Powyższy tekst to fragment ebooka Perfekcyjny wygląd - kulturystyka i fitness
Z tego ebooka dowiecie się wszystkiego, co jest potrzebne, aby zacząć pracować nad swoją sylwetką. Wygląd w ogromnym stopniu decyduje o powodzeniu w naszym życiu. Osoby fizycznie atrakcyjne są lepiej postrzegane przez pracodawców i mają większe powodzenie u płci przeciwnej. Niestety praca nad sylwetką wydaje się dość skomplikowana, gdyż nie wystarczy tylko chodzić na siłownię czy basen i oczekiwać, że smukła linia wykształci się sama.
Należy przestrzegać specjalnej diety oraz systematycznie uczęszczać na treningi. Aby posiąść samodzielnie wiedzę, która umożliwi nam osiągnięcie wymarzonego celu, należałoby przeczytać dziesiątki książek oraz stracić miesiące na popełnianiu błędów na siłowni. Dlatego napisałem ten poradnik, aby streścić najważniejsze informacje oraz w prosty i skuteczny sposób przekazać wam wiedzę, która jest niezbędna dla wyćwiczenia idealnego ciała.
Każdy z nas ma inną budowę ciała, jednak możemy pogrupować sylwetki na trzy rodzaje: szczupłe, muskularne i otyłe. Wpływ na rodzaj sylwetki (oczywiście zakładając, że dana osoba jeszcze nie zaczęła ćwiczyć) ma przemiana materii. Im wolniejsza, tym łatwiej przybieramy na wadze (w dużej mierze tłuszczowej). Każdy z nas ma podobne wyobrażenie sylwetki idealnej.
Na początku przygody z siłownią powinniśmy określić, jaki rodzaj sylwetki posiadamy, dzięki czemu będziemy mogli ustalić, jaki tryb treningowy obierzemy.
Osoby szczupłe (z szybką przemianą materii) powinny się skupić na wysokokalorycznej diecie (gdyż im odkładanie się sporej tkanki tłuszczowej nie grozi) oraz treningowi na rozwój masy mięśniowej, osoby środka (czyli najlepsza możliwość przy kształtowaniu ciała dla mężczyzn – optymalna przemiana materii) mogą zdecydować, czy chcą już tylko rzeźbić uzyskaną genetycznie masę mięśniową, czy budować jeszcze większą muskulaturę. Otyli natomiast dążyć będą do całkowitej redukcji tłuszczu, stosując trening na rzeźbę i specjalną dietę.
Trening kulturystyczny możemy zaczynać w wieku 15-16 lat, gdy nasz organizm jest już podstawowo dobrze wykształcony. Rozpoczęcie ćwiczeń w młodszym wieku jest niewskazane, może doprowadzić do wielu schorzeń, które ujawniać się będą w przyszłości. Osoby, które nadal rosną, powinny unikać ćwiczeń w pozycji stojącej, gdyż narażają kręgi na przeciążenia, mogące powodować skrzywienia kręgosłupa oraz hamować wzrost.
Powyższy tekst to fragment ebooka Perfekcyjny wygląd - kulturystyka i fitness
Nazywam się Marek Kidziński, urodziłem się 9 lipca 1983 roku w Dzierżoniowie wraz z bratem bliźniakiem, Michałem. Jestem spod znaku Raka. Dzieciństwo miałem bardzo dobre, rodzice o nas bardzo dbali, kochali nas, zresztą jest tak do dzisiaj. Mieliśmy z bratem kochanych dziadków, którzy niestety odeszli w 2002 roku oraz ciotki, które zawsze o nas pamiętały i zarzucały nas różnymi prezentami. Szkołę podstawową tak jak mój brat ukończyłem z wyróżnieniem, a później ukończyłem Liceum Techniczne w Zespole Szkół Radiotechnicznych w Dzierżoniowie. Mój brat uczęszczał do tej samej szkoły, tyle tylko, że do technikum. Zdałem też maturę i nie kontynuowałem nauki. Do 21 roku życia nie przechodziłem poważniejszych chorób.
Pod koniec 2004 roku na wysokości pasa z tyłu i po prawej stronie z przodu zacząłem odczuwać niewygodę. Po mniej więcej miesiącu do dwóch niewygoda pojawiła się również po stronie prawego jądra. Trwało to do maja 2005 roku. Nie poszedłem od razu do lekarza, aby zrobić badania, co to może być. Jądro do tego czasu zrobiło się o wiele większe i odczuwałem już bóle w okolicy pasa. W związku z tym, że kilka lat wcześniej odczuwałem bóle z powodu korzonków a niewygoda, którą odczuwałem, była tych okolicach, więc myślałem, że to właśnie od tego.
Największe odczułem jakiś tydzień przed świętami Wielkanocnymi i wtedy właśnie udałem się do lekarza, który podszedł do mojej dolegliwości dość obojętnie, stwierdzając na zasadzie wróżby, że jest to najprawdopodobniej piasek w moczowodzie i obrzęk na jądrze jest właśnie tego skutkiem. Była to pani doktor, która poradziła mi, abym przyszedł po świętach, jeśli ból nie ustąpi i wtedy skieruje mnie na badanie USG, ponieważ teraz, jak stwierdziła, nie ma miejsc. Otrzymałem receptę na tabletki przeciwbólowe i w zasadzie byłem zadowolony z diagnozy, bo w sumie chciałem usłyszeć, że to nic poważnego i wierzyłem w to, że kilka tabletek załatwi sprawę. Jak się później okazało, było to błędne myślenie. Tak więc po zażyciu tabletek ból dosyć szybko ustąpił. Święta minęły, a ja już nie miałem takich dolegliwości bólowych jak wcześniej. Mimo że obrzęk nie pomniejszył się, ale i tak dla mnie było to wystarczające wytłumaczenie, żeby nie iść do lekarza po skierowanie. Tym bardziej że zawsze niechętnie tam chodziłem - właściwie też dlatego, że się nie przyzwyczaiłem, bo po prostu mało chorowałem, a drugą sprawą było lenistwo. Ogólnie nie postąpiłem najlepiej - jak się okazało później.
W momencie, kiedy zacząłem odczuwać dolegliwości związane z jądrem stałem się bardzo nerwowy, wybuchowy, nie mogłem dogadać się ani z bratem ani z rodzicami. Czasem sam się nie poznawałem i zastanawiałem się, dlaczego tak się zmieniłem. Dużo tez zacząłem palić papierosów, jak również pić więcej alkoholu. Nie słuchałem rad brata ani rodziców, którzy mi nic złego nie mówili, bo przecież widzieli, co się dzieje i chcieli dobrze. Wiem, że ich to bardzo bolało. Teraz wiem, dlaczego tak się działo. To choroba, która podstępnie wkradła się do mojego organizmu poczyniła takie zmiany.
Ale wróćmy do kwietnia 2005 roku. Mniej więcej w połowie tego miesiąca dostałem powołanie do wojska. Kiedy je otrzymałem, pierwsze co zrobiłem to napisałem wniosek o służbę zastępczą. Ale gdy dowiedziałem się, jakie trzeba spełnić warunki i jak wygląda oraz ile trwa służba zastępcza zmieniłem zdanie. I tak pojechałem pod koniec kwietnia do WKU w Świdnicy, ponieważ dostałem kilka dni na zastanowienie się i zdecydowałem, że jednak będzie to służba zasadnicza. Okazało się, że 4 maja 2005 roku o godzinie 10:00 mam się stawić do Jednostki Wojskowej nr 2399 w Świętoszowie.
Nie ukrywam, że miałem dużą niechęć do służby wojskowej od kiedy ukończyłem szkołę średnią w 2002 roku. Tak więc przez trzy lata miałem trochę stresu a jak się później okazało, było to przyczyną szybszego postępowania choroby, ponieważ nowotwór po prostu kocha stres.
Tak więc rano 4 maja pojechałem wraz z tatą i właściwie sam się odwiozłem do Świętoszowa. Tato pojechał, a ja zostałem za bramą. Może nie dla każdego, ale na pewno dla przynajmniej połowy ludzi, którzy tam trafiają, jak i dla mnie, wejście za bramę i kilka pierwszych dni było niezłym szokiem. W co wcześniej ciężko było mi uwierzyć jak słyszałem to od znajomych i kolegów, którzy już tam byli.
Była to środa, a już w niedzielę przyjechali do mnie rodzice w odwiedziny. Nie do końca jednak miałem dobre samopoczucie, ponieważ wiedziałem, że nie jest ze mną do końca OK - jeśli chodzi o mój stan zdrowia. To mi dosyć mocno przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu.
Po prawie dwóch tygodniach pobytu w jednostce i po rozmowie z tatą doszedłem do wniosku, że mam przepuklinę i zapisałem się do lekarza. Lekarz w Garnizonowej Izbie Chorych stwierdził zapalenie jądra. Przyznam, że może to dziwnie zabrzmieć, lecz nie byłem specjalnie zadowolony. Nie dlatego, że byłem chory, tylko dlatego, że zapalenie nie jest bardzo poważnym schorzeniem a ja chciałem po prostu szybciej zakończyć swoją „karierę” w wojsku i miałem nadzieję, że jest to coś poważniejszego. Od lekarza wojskowego usłyszałem, że przepuklina nie zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej i dosyć krótko (bo około dwóch tygodni) trwa rekonwalescencja, jednak zawsze przepuklina jest poważniejsza niż zapalenie (przynajmniej poważniej brzmi) i tak myślałem w tamtej chwili.
Tak więc zostałem na izbie chorych. Był poniedziałek 16 maja i byłem tam do 24 maja. W tym czasie byłem cztery razy w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach, gdzie musiałem zrobić kilka badań. Pierwszym razem 19 maja byłem tylko u pani doktor - urolog, która po zbadaniu skierowała mnie na USG moszny, które zrobiłem dopiero następnego dnia i po tym badaniu stwierdzono u mnie wodniaka jądra prawego, co dało mi wiele do myślenia, ale pielęgniarka na wspomnianej wcześniej izbie chorych uspokoiła mnie, mówiąc że to nie jest aż takie poważne, jak myślałem. Jednak trzeba to szybko zacząć leczyć, bo skutkiem może być bezpłodność.
Później miałem dwa dni przerwy, gdyż był weekend, tak więc niepewność trwała dwa dni, niby krótko, ale w mojej sytuacji trwało to naprawdę długo. Ale bardzo nie byłem przejęty, bo właściwie jeszcze nic złego się nie wydarzyło, a ja cały czas starałem się jak najwięcej być dobrej myśli. W niedzielę odwiedzili mnie rodzice. Przywieźli mi telefon, żebyśmy mieli ze sobą cały czas kontakt, bo jednak do Świętoszowa był kawałek drogi, a chciałem, by rodzina była na bieżąco z tym, co się ze mną dzieje.
W poniedziałek miałem już badanie krwi, które jak się okazało miało już wiele wyjaśnić. Na wyniki czekałem około dwie godziny i w ogóle nie myślałem, że może być coś nie tak. Ale gdy je otrzymałem byłem pewny, że nie jest dobrze, ponieważ wyniki wybiegały w ogóle poza normy, a utwierdziła mnie w tym pani urolog, u której miałem wizytę po otrzymaniu wyników. Oznajmiła mi, że jądra nie da się już uratować i konieczna jest amputacja. Tak więc było już jasne, że jest to nowotwór jądra. Jak można zauważyć, zaznaczyłem wszystkie diagnozy, które usłyszałem od lekarzy i jedną, którą stworzyłem sam po rozmowie z tatą. Zrobiłem to po to, żeby pokazać, jak ważne jest to, do kogo trafimy(chodzi mi o lekarza), co usłyszymy i co zrobimy z tą informacją, czy ją zlekceważymy, czy nie. Tak więc gdyby nie działo się to w wojsku, to nie wiem, jaki byłby koniec.
Ale wracając do poprzedniej myśli. Pamiętam, że zapytałem, jakie są szanse na przeżycie i muszę powiedzieć, że odpowiedź pani doktor ucieszyła mnie, ponieważ usłyszałem, że wyleczalność jest na poziomie powyżej 90%. Zostałem jeszcze skierowany na RTG (rentgen) klatki piersiowej i USG jamy brzucha. USG niestety musiałem zrobić dopiero następnego dnia, ponieważ kolejka była tak duża, że niestety już bym nie zdążył. Dowiedziałem się również, że operacja odbędzie się albo we Wrocławiu albo w jakimś okolicznym szpitalu (okolice Świętoszowa).Po przyjeździe na GICH wróciłem na swój pododdział, ale następnego dnia czekał mnie ostatni wyjazd do Żar na ostatnie badanie. USG jamy brzucha wykazało, że mam powiększone węzły chłonne a RTG klatki piersiowej było w porządku, a więc z nie najgorszym nastrojem wróciłem do kolegów z plutonu i kontynuowałem przygotowania do Przysięgi Wojskowej, na której zresztą mnie, jak i kilku żołnierzy, którzy przebywali na izbie chorych miało nie być. Jednak dopuszczono nas i 27 maja 2005 roku zostałem zaprzysiężonym żołnierzem Wojska Polskiego. Była piękna pogoda i chyba taki gorący dzień już się nie zdarzył tego lata. Po przysiędze wraz z rodziną, bo niestety nikogo innego nie zapraszałem, gdyż jak napisałem wcześniej sam nie wiedziałem, jak moja przysięga będzie wyglądać, przyjechałem do domu. Przepustkę miałem do 30 maja 2005 roku. Wyniki, które, jak wcześniej napisałem, robiłem w szpitalu w Żarach były bardzo złe. Ale i tak w tej chwili nie martwiłem się aż tak bardzo, tylko chciałem jak najlepiej spędzić te trzy dni wraz z rodziną, tym bardziej, że po tych trzech dniach, gdy wrócę do Świętoszowa a później trafię do szpitala to długo mnie w domu nie będzie.
Po powrocie do jednostki znów przebywałem na izbie chorych. Tak było do 2 czerwca, kiedy to lekarz z jednostki wojskowej załatwił mi miejsce w Klinice Wojskowej we Wrocławiu, gdzie sanitarką zostałem przywieziony. Znalazłem się na oddziale urologii, gdzie czekałem na zabieg. Pierwszy dzień praktycznie przeleżałem. Sytuacja na oddziale wyglądała tak, że nie było tam nikogo, kto byłby chociaż w zbliżonym wieku do mnie, tak więc na początku nudziło mi się strasznie. Wieczorem odwiedzili mnie rodzice, którzy byli akurat tego dnia również we Wrocławiu z Łokusiem (zdrobnienie od imienia Łoker z ang. Walker, był to piesek rasy Moskiewski Pies Stróżujący), którego wyniki też najlepiej nie wyglądały. Muszę tu dodać, że był to piesek znaleziony przez mojego tatę, ale niestety nie chodził o własnych siłach. Tak więc rodzina miała niestety trochę zmartwień a najgorsze jest to, że wszystko działo się w tym samym czasie. Ja byłem pewny, że piesek się nie podda, bo już nieraz udowodnił, że stać go na wiele więcej niż większość psów.
Następnego dnia na porannym obchodzie ordynator stwierdził bez zastanowienia, że operacja musi się odbyć jak najszybciej a poza tym stwierdził, że ja ukrywałem chorobę po to, żeby dostać się do wojska. Dodał jeszcze, że chce się widzieć z moimi rodzicami. Natomiast zabieg miał się odbyć w poniedziałek. Tak więc w sobotę i w niedzielę czekałem i coraz więcej myślałem. W tym samym dniu tj. 3 czerwca dowiedziałem się od lekarza, który jak się później okazało był synem ordynatora i miał mnie operować, tyle tylko, że tym razem dosłownie, że jest to rak. Powiedział to w taki sposób, że niestety nie poczułem się najlepiej. Piszę to dlatego, że dopóki taka osoba jak lekarz tego nie powie jest jeszcze w miarę OK (tak było w moim przypadku), ale gdy się tą informacje usłyszy to niestety człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić ani co ma myśleć. W moim przypadku trwało to na szczęście krótko. Tego samego dnia późnym popołudniem przyjechał do mnie mój tato. Dość długa rozmowa z nim bardzo dużo mi dała. Podczas niej dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy, o której gdzieś kiedyś słyszałem, ale nie przywiązywałem do tego zbyt dużej wagi, jako że będąc zdrowym uważałem po prostu, że jest mi to do niczego nie potrzebne. Było to mianowicie zdanie, które miałem powtarzać minimum 20 razy, 2 razy dziennie. Pamiętam, że tato powiedział mi wtedy, żebym nie robił tego tak, jakbym czytał gazetę, tylko tak, żeby za każdym razem to, co mówię we mnie wchodziło. Zdanie to brzmiało tak: „Z każdym dniem i pod każdym względem czuje się coraz lepiej i lepiej” . W sumie proste, ale nie wiedziałem jeszcze wtedy, jaką ta fraza wykonuje pracę w mojej psychice. Oczywiście na plus. Dlatego już z dużo lepszym nastawieniem czekałem na zabieg, tym bardziej, że frazę tą powtarzałem kilkaset razy dziennie, co dopiero sobie uświadomiłem po jakimś czasie, gdyż na co dzień tego nie liczyłem. Daje to naprawdę niesamowity efekt. Z każdym dniem czułem i wiedziałem coraz bardziej, że wszystko będzie OK. Jest to pierwszy raz (oczywiście mowa tu o okresie, kiedy byłem chory), kiedy to mój tato będąc osobą mającą bardzo dużo informacji i wiedząc, że mi to pomoże bez wahania powiedział, co mam robić. Bo jest ważną rzeczą, żeby przy osobie, która jest w podobnej sytuacji był ktoś, kto zachowa „ zimną krew” i wie co powiedzieć, doradzić.
Zabieg odbył się 06.06.2005 roku. W przeddzień zabiegu miałem rozmowę z anestezjologiem, który na koniec powiedział mi mniej więcej takie zdanie: „Usunięcie jądra to nie jest problem, problem jest dopiero później”. Dlatego między innymi tak ważna jest psychika, żeby po czymś takim nie załamywać rąk, tylko taką wiadomość traktować tak, aby spłynęła po nas jak po kaczce. Tak więc efekt autosugestii był bardzo szybki. Trzeba jednak pamiętać, żeby robić to z zaangażowaniem, a nie od niechcenia.
Od 6 czerwca wszystko w moim życiu zaczęło się dziać bardzo szybko. Dodam jeszcze, że zabieg skończył się około godziny 12 w południe a ja musiałem praktycznie nieruchomo leżeć do rana następnego dnia. Po zabiegu nafaszerowany środkami przeciwbólowymi, bo ból był niewyobrażalny, poza tym czułem się dość dobrze. Mimo tego, że przez dwa dni gorączkowałem. Po dwóch dniach od zabiegu doszedł do tego okropny, ból głowy, a bolało szczególnie wtedy, gdy nie leżałem. Była to odpowiedź na znieczulenie, które przed operacją dostałem w kręgosłup (tzw. „blokada”). Znieczulenie to powoduje brak jakiegokolwiek czucia od pasa w dół i trwa od 3 do 4 godzin.
10 czerwca opuściłem klinikę we Wrocławiu i ponownie udałem się ambulansem wojskowym do Świętoszowa na GICH(Garnizonowa Izba Chorych). Opiekę tam ogólnie miałem dobrą. Teraz od momentu zabiegu przez dwa tygodnie czekałem na wyniki badań z amputowanego jądra (wyniki badań histopatologicznych). Miałem mieszane uczucia co do tego, czy był to nowotwór złośliwy czy łagodny. Był to dla mnie ciężki czas, ale dzięki rodzinie (brat, rodzice) i autosugestii, o której pisałem wcześniej dawałem sobie radę. Rana powoli się zrastała, ale jednak był mały problem, ponieważ zebrała się ropa, jednak w niedługim czasie wszystko się unormowało. Ogólnie po ustąpieniu bólu głowy, który trwał dosyć długo, bo około jednego tygodnia czułem się dobrze, nawet bardzo. Rodzice przyjeżdżali do mnie w odwiedziny, tak więc samopoczucie jeszcze bardziej mi się poprawiało.
W tym okresie po raz piąty, ale tym razem jeszcze z kolegą z plutonu udałem się do szpitala wojskowego w Żarach. Tym razem chodziło o komisję wojskową, która miała ustalić, jaką kategorię ma nam przyznać. Specjalnie się nie przejmowałem tym, jaka ona będzie, bo muszę powiedzieć, że o tą upragnioną przez wielu zmianę kategorii nie było łatwo, a jeśli już ktoś ją dostał to przeważnie na od trzech do dwunastu miesięcy. Przykładem może być dwóch żołnierzy, którzy mieli to samo schorzenie, ale jednak jeden dostał „B3”, a drugi „D” tak, że praktycznie nikt nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi.
Po krótkiej rozmowie z jednym z członków komisji udałem się jeszcze do innego pokoju, aby skserować inne papiery potrzebne do komisji, a po powrocie już mieć podbitą książeczkę zdrowia, do której miała być wpisana kategoria. Lecz zanim do tego doszło pan kapitan, który miał to zrobić miał dylemat, gdyż jak powiedział do mnie: „nie wiadomo jaki to jest”, chodziło mu oczywiście o to, czy nowotwór jest złośliwy, czy nie. Okazało się jednak, że otrzymałem kategorię „D”, która zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej w czasie pokoju.
Ale wracając do poprzedniej myśli.
Przyszedł w końcu dzień, kiedy dostałem przepustkę (był to 20 czerwca), ponieważ przyszły wyniki i następnego dnia miałem się zjawić na tzw. „konsultację”. Jak się okazało, nie zdążyłem na autobus, bo po prostu nikt nie mógł mi przynieść przez cztery godziny munduru (a przecież wojsko podobno uczy dyscypliny). Zadzwoniłem po brata, który jak tylko wyszedł z pracy, wsiadł w samochód i wraz z tatą oraz swoją dziewczyną przyjechał jak najszybciej mógł. Przez ten czas jeszcze z opatrunkiem na ranie pooperacyjnej i w upale zrobiłem sobie „spacer” około 4-5 kilometrów w kierunku drogi, którą jechał po mnie Michał. Gdy wreszcie przyjechałem do domu, byłem bardzo szczęśliwy, gdyż była tam moja mama, która czekała na mnie i mój bardzo kochany i bardzo chory pies Łokuś oraz drugi - bo mieliśmy dwa, a drugim była i jest jeszcze z nami suczka Deksia. Mimo tego, że wyniki Łokera były trochę lepsze, niestety nie chodził on tak sprawnie jak byśmy tego chcieli, tylne łapki miał nie do końca władne i na spacerach trzeba było podtrzymywać jego tył np. ręcznikiem. Mimo tego, że był tak schorowany i pokrzywdzony przez człowieka imponował mi wytrwałością i cierpliwością i wiem, że tak jak my jego tak on nas, a może nawet i bardziej kochał. On był chory i ja.
To moje szczęście z pobytu w domu jednak długo nie trwało. Na następny dzień, czyli we wtorek, 21.06.2005, pojechałem do kliniki. Był to najgorszy dzień w moim życiu. Byłem na konsultacji z ordynatorem oddziału urologicznego, podczas której powiedział mi, że muszę przejść chemioterapię a później operację usunięcia węzłów chłonnych, które były dosyć mocno powiększone. Następnie miałem się zgłosić na rozmowę z ordynatorem oddziału onkologii i to on miał teraz pilotować moje dalsze „leczenie”. W dalszej części wytłumaczę, dlaczego ten wyraz wyróżniłem cudzysłowem. Byłem tam z moim tatą. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należała. Ordynator zapytał mnie, czy chcę wiedzieć, co mi jest? Odpowiedziałem, że oczywiście chcę. Zapytał jeszcze czy chcę, żeby przy tej rozmowie był mój tato, po czym bez zastanowienia odparłem, że tak. Chwilę później usłyszałem wraz z tatą zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Jest to nowotwór bardzo złośliwy z bardzo wrednej rodziny”. Muszę powiedzieć, że zrobiło mi się gorąco, ale obecność taty pomogła mi to przetrzymać. Przez chwilę byłem trochę sparaliżowany. Tato zapytał ordynatora, kiedy zaczynamy leczenie, na co on dopowiedział, że natychmiast, że ma już dla mnie miejsce na oddziale, po czym tato zadał jeszcze jedno pytanie: „Czy są inne metody leczenia poza chemioterapią?” Usłyszeliśmy odpowiedź, że niestety nie ma a chemia, którą dostanę, musi zadziałać na cały organizm i że to ma powstrzymać ewentualne przerzuty. Ponownie wszystko potoczyło się w bardzo szybkim tempie. Tak więc musiałem zostać na onkologii jak się później okazało niepotrzebnie a tato odjechał, ale nie pojechał do domu tylko na spotkanie ze znajomym bioenergoterapeutą i ja tam też miałem być, ale niestety wpływ słów lekarza zadziałał tak, że zostałem we Wrocławiu.
Powyższy tekst to fragment ebooka Jak w 90 dni pokonałem raka?
Wiesz już, że co trzeci lub nawet co drugi mężczyzna ma ten sam kłopot co Ty. Ale teraz pytanie zasadniczej wagi, czy Ty masz z tym problem, czy może zbyt intensywnie o nim myślisz?
Zaburzenie wytrysku tego typu może mieć charakter pierwotny, czyli występować już w momencie inicjacji seksualnej (rozpoczęcia przez Ciebie życia seksualnego), ale może zostać nabyte wtórnie, np. wskutek zachowań masturbacyjnych. Wiadomo przecież, że onanizując się, dążysz do jak najszybszego rozładowania napięcia i w ten sposób wytwarzasz u siebie fizjologiczny mechanizm wytrysku.
Podczas współżycia z partnerką nie jesteś w stanie nad tym zapanować, bo Twój organizm zapamiętał pewien wzorzec i robi to, czego go nauczyłeś. To taki negatywny trening. Wszystko zatem leży w Twojej psychice i musisz wiedzieć, że podłoże psychogenne dotyczy 90% przypadków, a więc 9 na 10 czytelników.
Przedwczesny wytrysk, jeśli jest skutkiem długotrwałej abstynencji seksualnej lub też bardzo dużego napięcia seksualnego, nie jest problemem, bo jest to zupełnie normalne zjawisko (z punktu widzenia fizjologii).
Problem może również pojawić się po okresie udanego współżycia seksualnego. Jego występowanie może być incydentalne – wywołane konkretną sytuacją (sytuacyjne). Jeśli pojawia się we wszystkich kontaktach seksualnych, określane jest jako zaburzenie uogólnione.
Pewnie interesuje Cię, jak rozpoznać je u siebie? Na to, czy występuje ono u Ciebie, wskazują następujące sytuacje:
- wytrysk pojawia się wbrew woli mężczyzny, wcześniej niż tego pragnie,
- mężczyzna nie jest w stanie kontrolować odruchu wytrysku.
W zależności od fazy kontaktu seksualnego, w którym nastąpił niepożądany wytrysk, można również wyróżnić:
1.wytrysk zbyt przedwczesny (jeszcze przed grą miłosną),
2.wytrysk przedwczesny (na początku gry miłosnej, przed stosunkiem),
3.wytrysk zbyt wczesny (w momencie immisji członka do pochwy, po kilku, kilkunastu ruchach).
Widzisz więc wyraźnie, że sprawa nie jest taka oczywista i jednoznaczna. Mam jednak nadzieję, że dzięki kilku powyższym informacjom jesteś w stanie poprawnie zdiagnozować u siebie rodzaj kłopotu … o ile go masz.
Jeśli kłopot u Ciebie występuje czasem (incydentalnie) np. w przypadku podjęcia współżycia z nową partnerką, nie ma powodów do zmartwień. Przemijającą przyczyną przedwczesnej ejakulacji (wytrysku) mogą być zbyt rzadkie kontakty seksualne lub zaburzenia w czasie kontaktu po dłuższej przerwie w życiu seksualnym. Po ustabilizowaniu się życia intymnego problem samoistnie znika. Nie sugeruj się również przedwczesnym wytryskiem w sytuacji braku intymnych warunków do współżycia seksualnego.
Wcześniej pisałam, że wytrysk przedwczesny ma miejsce wtedy, gdy uniemożliwia osiągnięcie satysfakcji przez oboje partnerów. Powtórzę raz jeszcze, że błędnie rozpoznajesz u siebie przedwczesny wytrysk, kiedy partnerka nie jest zdolna do osiągania orgazmu (tzw. orgazmu pochwowego) w czasie stosunku płciowego.
Mogą się również zdarzać sytuacje, w których u kobiety występuje nadmiernie wydłużona reaktywność seksualna, oznaczająca bardzo długi okres niezbędny do osiągnięcia orgazmu. I jakbyś się nie starał wytrysk będziesz miał. W takich sytuacjach Twój wytrysk zawsze będzie przedwczesny.
Powyższy tekst to fragment ebooka Już nie będę taki szybki
Skoro ma być o definicji – definicja będzie. Oto ona: wytrysk przedwczesny (łac. eiaculatio praecox) jest dysfunkcją seksualną mężczyzn, przejawiającą się niezdolnością do kontrolowania wytrysku nasienia, uniemożliwiającą uzyskanie satysfakcji seksualnej partnerki.
(sygnatura F52.4 w międzynarodowym rejestrze jednostek chorobowych).
Jest to zaburzenie wiążące się zazwyczaj z dużym napięciem seksualnym. W przypadku dłuższej abstynencji seksualnej szybkie następowanie wytrysku jest zjawiskiem naturalnym i nie ma charakteru patologicznego, czego powinien być świadomy i mężczyzna, i jego partnerka. Niekiedy jednak stale pojawia się przedwczesny wytrysk, nawet mimo częstego współżycia. Przyczyną tego może być przebyta choroba lub inne okoliczności powodujące na przykład ból członka w czasie erekcji. Lękowe oczekiwanie powtórzenia się tych doznań przy znacznym pobudzeniu seksualnym oraz świadomość braku możliwości przedłużenia stosunku może powodować wytrysk bez erekcji. Podejmowanie kolejnych prób prowadzi na ogół do niepowodzenia, gdyż koncentracja uwagi na osiągnięciu sukcesu uniemożliwia jego uzyskanie w tzw. sytuacji zadaniowej.
Oto definicja problemu, a co oznacza on w praktyce?
Po pierwsze nie ma jednoznacznej liczby określającej prawidłowy czas trwania stosunku. Nie można powiedzieć, że jeśli zbliżenie trwa 5 minut i po tym czasie następuje wytrysk, jest to wytrysk przedwczesny, a jeśli trwa 15 minut, to wszystko jest w porządku. To bzdura. Wytrysk przedwczesny ma raczej związek z osiąganiem satysfakcji przez partnerkę… przy czym celowo napisałam satysfakcji, ponieważ musisz wiedzieć, że u kobiet z satysfakcją jest zupełnie inaczej niż u mężczyzn. Nie wszystkie kobiety osiągają orgazm – to po pierwsze, nie wszystkie kobiety osiągają orgazm tzw. Pochwowy - to po drugie… a po trzecie - wiele kobiet dopiero w wieku dwudziestu kilku lat przeżywa swój pierwszy orgazm. Dlatego też możliwe jest, że w sprzyjających okolicznościach Twoja partnerka przeżyje orgazm już po kilku minutach, a kiedy indziej (lub inna partnerka) po kilkudziesięciu minutach lub wcale… i musisz po prostu być tego świadomy. Jeśli nie będziesz o tym pamiętał, grozi Ci frustracja i zniechęcenie – a to jest początkiem naprawdę poważnego problemu.
Musisz także pamiętać, że w łóżku bywa różnie… i jeśli problem występuje jedynie czasem – w określonych okolicznościach – nie ma się czym przejmować. Dziś jest tak, a jutro będzie lepiej… albo jeszcze lepiej. Teraz jest tak, poczekaj kochanie kilka minut, a będzie o wiele lepiej.
A teraz coś dla Twojej partnerki, Drogi Czytelniku. Jeśli Twój chłopak ma kłopot z panowaniem nad szybkością, to właściwie jest to Wasz wspólny problem. Nie chodzi mi o to, aby Cię obciążać odpowiedzialnością, ale pamiętaj, że masz ogromny wpływ na jego zachowanie, możesz pomóc jemu i sobie – bo przecież chodzi o to, aby Wam obojgu było dobrze, prawda? Najgorsze, co możesz robić, to wyśmiewać się z niego – mężczyźni są zupełnie inni niż my - mają fioła na punkcie swojej męskości. Zresztą zastanów się – jakbyś się czuła, gdyby mówił Ci, że masz za dużą pupę, za mały biust albo że jesteś za gruba… to mniej więcej to samo, tyle tylko, że zwielokrotnione przez skomplikowaną i niezrozumiałą psychikę mężczyzny.
Bardzo ważne jest, byś nie mówiła mu, że wszystko jest OK, jeśli nie jest. Taka postawa to początek Waszego końca. Będzie to koniec Waszego związku, bo po jakimś czasie okaże się, że on jest nieświadomy i zadowolony, a Ty sfrustrowana i będziesz przenosić kłopoty w łóżku na życie poza nim. Albo po prostu wreszcie się rozstaniecie, albo znajdziesz sobie kochanka, który tego problemu miał nie będzie. Tak czy inaczej zakończysz całą sprawę. Czasem ludzie są bardzo głupimi istotami – kobieta udająca orgazm jest typowym tego przykładem – zastanów się, co daje Ci to, że udajesz przed nim orgazm?
Trochę statystyki:
- 56% kobiet od czasu do czasu udaje orgazm,
- 75% kobiet skarży się na obniżone libido i problemy z osiąganiem orgazmu,
- 40% mężczyzn uważa, że kobiety odgrywają orgazm,
- 40% nie jest pewnych, czy ich partnerki przeżywają rozkosz naprawdę,
- 20% zaprzecza, jakoby ich kobieta kiedykolwiek udawała orgazm,
- 92% kobiet przyznaje, że choć raz w życiu udawało rozkosz.
Myślisz, że jest mu miło, bo Cię usatysfakcjonował? Ciekawe czy byłoby tak samo, gdyby wiedział, że jest to obrzydliwe aktorstwo i oszukiwanie w chwili, kiedy powinniście być jednością jak Jing i Jang. Ciekawe jak będziesz się czuła, jeśli dowiesz się od kogoś, że nie było mu wcale dobrze z Tobą? Wiem, że możesz się wstydzić tego, że nie miałaś nigdy orgazmu albo masz go jedynie wtedy, kiedy dotykasz łechtaczki ręką. Ale na to też jest rozwiązanie – co prawda to temat na inną publikację, ale napiszę Ci tylko tyle, że powinnaś pokazać mu ręką, co należy robić, a pewnie się uda – i oboje będziecie zadowoleni.
I jeszcze jedna sprawa – pamiętaj o tym, że nic nie pomoże powiedzenie: „Kochanie, nie kończ jeszcze, chcę się z Tobą kochać długo.” Takie słowa mogą u niego wywołać postawę zadaniową i lęk, że mu się nie uda… a przecież jesteś kobietą, możesz swój cel osiągnąć zupełnie inaczej.
Powyższy tekst to fragment ebooka Już nie będę taki szybki
Ostatnie komentarze